Kiedy niemożliwe przestaje istnieć - znalazłam Władka!

by - 5/13/2020

Pisałam tu kiedyś o pewnym rodzinnym bohaterze, którego nigdy nie umiałam sobie wyobrazić bo nie zachowało się żadne Jego zdjęcie. Zginął mając zaledwie dziewiętnaście lat, dokładnie trzy miesiące przed swoimi dwudziestymi urodzinami, a więc jeszcze jako nastolatek. Zdecydował się poświęcić swoje istnienie dla większego dobra, odszedł z tego świata podczas największej bitwy partyzanckiej II Wojny Światowej w wyniku walki z okupantem. 

Jednym z moich największych genealogicznych marzeń i celów było zobaczyć jak Władek wyglądał. Żeby ta postać z biegiem czasu nie zaginęła w ludzkiej pamięci. Dziś już nikt nie odwiedza Jego grobu, ponieważ wszyscy jemu najbliżsi umarli, czas robi swoje... 

Minęły trzy lata od kiedy tak się uparłam, aby czegoś na Jego temat się dowiedzieć. Przez ten czas wystarczająco się przekonałam, że jestem w beznadziejnym położeniu. Dokumentów urzędowych takich jak dowody osobiste się wtedy nie wydawało (Władek żył w latach 1924-1944), mało kogo było stać na robienie fotografii, a w tym wszystkim żyłam jeszcze ze świadomością, że cały rodzinny dobytek spłonął, jak Niemcy podpalili wioskę bodajże jakoś w latach 1941-1942. Poddałam się i straciłam nadzieję na to, że kiedykolwiek Władka zobaczę. Brat mojego pradziadka miał na zawsze pozostać mi nieznanym... 

Dzięki temu co wydarzyło się potem, już nigdy nie zwątpię. Obiecuję sama przed sobą. 


O Władku pisałam tutaj:

Władek - najstarszy z rodzeństwa Studnickich miał czterech braci i trzy siostry. Wiedziałam, że najmłodszy z chłopców (jedyny żyjący - jak wtedy sądziłam, dziś już starszy pan) mieszka kilkadziesiąt kilometrów od mojej wsi. Nigdy tam nie byłam, nie znałam adresu, numeru telefonu... Kiedy wydawało mi się, że sprawa jest przegrana i beznadziejna, postanowiłam skonsultować ją z zaprzyjaźnioną Panią Dorotą - bardzo doświadczonym genealogiem, z wielką wiedzą dotyczącą regionu, z którego pochodzą moi przodkowie i ja sama. Okazało się, że w Towarzystwie Genealogicznym, do którego Pani Dorota należy, poznała młodego chłopaka, który z tamtej miejscowości pochodzi. Na moją prośbę zostawił w miejscowym sklepie kartkę z komunikatem, że poszukuję kontaktu do stryja. I tu wydarzyła się magia bo kilka dni później już rozmawiałam ze stryja córką, która przekazała mi smutną informację o śmierci swojego taty, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej. A więc z ósemki rodzeństwa nie został już nikt, a ja straciłam bezpowrotnie szansę na podpytanie o te odległe czasy... 

No ale... do brzegu, wrócę do zdjęcia bo to jest w tej historii najpiękniejsze. Córka stryja odnalazła w swoich zbiorach zdjęcie, na którym jest... Władek! To chłopiec w dolnym rzędzie, stojący między dwoma swoimi młodszymi braćmi. Ma sześć lat i nie może mieć pojęcia, że zostało mu już tak niewiele życia - zaledwie trzynaście lat. Cała fotografia jest niesamowitym, rodzinnym skarbem, o którym nie miałam pojęcia! Drugi z chłopców, siedzący na kolanach u swojego taty, to mój pradziadek Antoni, trzyletni brzdąc, który za około 30 lat zbuduje dom, który jest moim rodzinnym, w którym się wychowałam. Trzeci, najmłodszy to stryj Jan, późniejszy pułkownik Wojska Polskiego, który w życiu tak wiele mnie nauczył. Małżeństwo z dziećmi to moi prapradziadkowie Jan senior, żołnierz legionów 1920 i Jego żona Józefa. Po prawej stronie siedzą seniorzy rodu - moi 3xpradziadkowie - Józef i Ewa. Niestety tożsamości pozostałych osób nie udało mi się jeszcze ustalić, ale myślę, że to tylko kwestia czasu. Wystarczy, że spotkam na swojej drodze ponownie odpowiednie osoby... 

Nie mam pojęcia jak fotografia przetrwała wojnę, pożar, lata komunistyczne. 90 lat temu rodzina Studnickich postanowiła zrobić rodzinną fotografię, którą ja dziś mogę się z Wami podzielić. Kawał pięknej historii, której jeszcze do końca nie odkryłam. A ile jeszcze przede mną, tego chyba nikt się nie spodziewa, a ja tym faktem jestem tak podekscytowana, że nie mogę przestać się uśmiechać!  

***
Jeżeli post Ci się podobał, to będzie mi bardzo miło, gdy przekażesz go dalej. O nowych wpisach informuję zawsze na insta story na moim INSTAGRAMIE i na facebookowym FANPAGE'U. Zdarza mi się to także robić na moim prywatnym profilu, ale chcę z tego zrezygnować, żeby nie dublować treści. Jeśli nie chcesz przegapić informacji o nowym poście zapraszam na forestowe social media. Przypominam również o istnieniu grupy na Facebooku (Grupa Story Forest), na której chętnie pomogę Wam rozwiązywać Wasze zagadki. 

You May Also Like

0 komentarze