Władku, wiem o Tobie coraz więcej!

by - 3/15/2020

Wydarzenie sprzed 76 lat wciąż jest żywe w mojej codzienności. Nie ma takiego dnia, abym nie szukała ciekawostek i dodatkowych informacji o Bitwie pod Osuchami, w której mój Władek stracił życie. Kupiłam ostatnio książkę "Szpital Leśny AK 665", z której udało mi się wyciągnąć morze wiedzy w tym temacie. Z tego miejsca chciałam złożyć serdeczne gratulacje i podziękowania dla autora, pana Janusza Skowrońskiego, który zrobił kawał dobrej roboty. 
Władysław znalazł się w kompanii Adama Haniewicza ps. "Woyna", która wchodziła w skład I Kompanii Sztabowej Inspektoratu Zamojskiego AK. Jak się tam znalazł? Trudno powiedzieć. Czy został zaprzysiężony na długo przed Bitwą pod Osuchami? Te pytania nadal pozostają bez odpowiedzi, ale... jestem blisko odkrycia, dlaczego przy nim znaleziono pierścień od Żegoty! 

O Władku powstał już jeden wpis. 

Wydawać by się mogło, że wiedza w tym zakresie jest podana na talerzu w Internecie. To nie jest prawda. Dowódca Adam Haniewicz nie doczekał się nawet notki na Wikipedii, a bez problemu w Sieci można znaleźć tylko 2 jego zdjęcia. Dotarcie do prawdy nie należy więc do rzeczy łatwych, w związku z tym każda najmniejsza wskazówka i informacja powodują wielką radość. 

Porucznik "Woyna" z lewej oraz podchorąży "Kruk" pod proporcem "Kompanii Warszawskiej", lato 1943

"Docieram do Osuch. Na końcu wsi cmentarz. Cisza, wokół niego. Przed wejściem na ten największy partyzancki cmentarz w Polsce, na ogrodzeniu płotu powieszono osiemnaście miedzianych tablic z opisem bitwy i wyrytymi nazwiskami poległych. Spisane według przynależności do oddziałów: "Wira", "Corda", "Woyny", "Topoli". To oddziały AK. Na kolejnej tablicy polegli z obsługi szpitala "665". Stanowili ją partyzanci z pierwszego turnusu zimowej, leśnej szkoły "Wira" i dwie sanitariuszki. Dalej polegli z innych oddziałów: "Skrzypika", "Rysia", "Burzy" i "Błyskawicy". Byli z Batalionów Chłopskich."
J. Skowroński "Szpital Leśny AK 665"


O co chodziło w całej bitwie? Przypomnę, że była to największa bitwa partyzancka II Wojny Światowej. W małym skrócie, Niemcy bali się naszych "leśnych ludzi", którzy skutecznie utrudniali im komunikację, czy nawet dostęp do wsi. Polskie podziemie gromadziło coraz większe oddziały. Doszło do tego, że aby nie wchodzić do lasów, Niemcy używali lotnictwa do celów komunikacyjnych. W 1944 roku nasi zachodni sąsiedzi zorientowali się, że ciężko będzie im cofać się przez Puszczę Solską przed nadciągającą Armią Czerwoną. Doprowadziło to do podjęcia decyzji , o przeprowadzeniu akcji, mającej na celu zdziesiątkowanie partyzantki w tym rejonie. Użyto jednostek Wehrmachtu, SS, pancernych i lotniczych. Straty po stronie naszych były olbrzymie. Zginęło, zostało rozstrzelanych lub dostało się do niewoli 50 % partyzantów. Zginał m.in. mjr Kalina i 7 dowódców oddziałów, w tym "Woyna", który według historii bohatersko walczył do samego końca w obronie swojego oddziału. Zanim jego ciało rozszarpały granaty, którymi został obrzucony,  zastrzelił kilkunastu Niemców. Z protokołu po ekshumacji zwłok porucznika: "Por. WOYNA rozpoznany przez Orkisza i Sławiana. Znaleziony na polu za Osuchami. Ślady dłuższej bardzo uporczywej walki. Niemcy użyli kilkudziesięciu granatów. Zginął od granatu. Ślady opatrunków z czyści garderoby rannych Niemców. Pięćdziesiąt metrów od drogi i łąki Uzębienie: drugi przedtrzonowy lewy korona złota. Bluza zrzutowa. Bryczesy z lejami. Buty oficerskie na lewym kołeczek od ostrogi. Polówka z orzełkiem. Chusteczka spadochronowa."

Drużyna ochrony szpitala leśnego "665" na porannym apelu

W oddziale "Woyny" walczyła Barbara Kopeć, ps. "Ksantypa", siostra legendarnego komendanta tegoż szpitala - Lucjana Kopcia. Może znali się z moim Władkiem? Z widzenia na pewno - kompania Adama Haniewicza w szczytowym momencie liczyła około 160 osób. Ciała Barbary nigdy nie odnaleziono. Prawdopodobnie utonęła na bagnach podczas bitwy pod Osuchami. Z całej grupy "Woyny" ocalało 6 osób, reszta została "wybita do nogi", jak napisał w swojej książce Janusz Skowroński. We wspomnieniach Mieczysława Klimowicza (jednego z 6 ocalałych) była to "doborowa kompania, jednolicie ubrana, świetnie wyszkolona i dobrze uzbrojona". Dzięki tym informacjom, coraz łatwiej jest mi wyobrazić sobie leśne życie Władka. 

"Kompania składała się z trzech plutonów: IS - specjalny lub szturmowy, 2Ł - łączności i 3R - radiotelegraficzny. Umundurowanie mieliśmy angielskie, zrzutowe, jedynie czapki polówki zostały uszyte przez miejscowych krawców." 
J. Skowrońcki "Szpital Leśny AK 665" 
Do którego plutonu należał Władek? Pojęcia nie mam, ale niezależnie od przynależności musiał być bardzo dobrze wyszkolonym żołnierzem. 

Ze wspomnień Stefanii Mirskiej "Sarny" - sanitariuszki szpitala: "W jednym z wolnych dni "Nina" (Janina Bartoszewska) wysłała mnie, Hankę i Heńkę do obozu "Woyny" po ciepłe skarpety i kamasze. Bo tam był magazyn zrzutowy. Oczom naszym ukazały się piękne baraki wojskowe, partyzanci umundurowani w mundury angielskie i uzbrojeni po zęby! Był to jeden z najlepszych oddziałów w lesie, który był tak uzbrojony". Doprawdy, trudno uwierzyć! Okazuje się, że dla kogoś z moich bliskich codziennością był scenariusz z mojego ulubionego polskiego serialu "Czas Honoru". 


Kompania Warszawska to oddział AK powstały w 1943 roku, dowodzony przez kapitana Tadeusza Sztumberk-Rychtera ps. "Żegota". Zdekonspirowani w Warszawie przybyli nad rzeczkę Studczek między Tereszpolem Kukiełki, Góreckiem Starym a Margolami, aby tu walczyć z Niemcami jako oddział leśny. W 1944 roku część Kompanii trafiła z "Żegotą" do 27 Wołyńskiej Dywizji AK, a część została i tworzyła Kompanię Sztabową u porucznika Adama Haniewicza i majora "Kaliny". Ze wspomnień Bronisława Barczyńskiego ps. "Karaś" dowiedziałam się, o co chodzi z pierścieniem, który znaleziono przy zwłokach Władka: ",,Żegota” nam porozdawał, te srebrne pierścienie, na których było wyryte ,,Ż” i skróty". Pan Bronisław opisywał jeden z jesienno-zimowych dni 1943 roku. To by wskazywało, że Władek mógł być tam razem z nim, czyli należał do partyzantki dużo wcześniej niż sądziłam! I otrzymał pierścień od legendarnego "Żegoty"! 

Tadeusz Sztumberk-Rychter ps. "Żegota"

"Czwartek, 22 czerwca, godz. 8 
Bliskie strzały z rejonu obozu „Woyny”. Wysyłam patrol do szpitala. Telefon od „Kaliny”. Nakazuje pogotowie marszowe i podaje trasę marszu. Nareszcie. Działanie w takich wypadkach jest potrzebą psychiczną. W każdej niejasnej sytuacji najtrudniej jest nic nie robić, nawet wówczas, jeśli byłoby to najrozsądniejsze. 

Godz. 9 
Nadciąga kompania „Woyny”, a z nią sztab inspektoratu. Mieli starcie z Niemcami, po którym wycofali się ze strata jednego zabitego żołnierza i z jednym rannym. Odprawa. „ Kalina” podaje trasę marszu i kolejność oddziałów. Mam ubezpieczać kolumnę od tyłu. Dobrze, że odchodzę stąd ostatni. Opuszczę to miejsce, kiedy już nikogo nie będzie. Po mnie przyjdzie tu wróg. Żałuję, że nie wolno mi go bronić. Ale rozkaz był wyraźny.

Godz. 12 
Drużyny idą po obiad. „Halny”1 uwija się przy kotle bacząc, aby dla wszystkich starczyło. Strzały nad rzeką. Pociski sieką po gałęziach. Kilka strzałów z małokalibrowych działek. Rozwijam kampanię i szybko posuwamy się ku rzece. Ogień przeciwnika słabnie, nasz wzmaga się. Wychodzimy z zagajników. Za rzeką dwa czołgi niemieckie i wycofujący się Niemcy. Był to spory oddział rozpoznawczy, który usiłował przekroczyć rzekę. Ubezpieczający nas od tej strony oddział „Woyny”, wsparty przez „Corda”, odrzucił Niemców bez trudności. W przewidywaniu dalszych działań nieprzyjaciela okopujemy się wzdłuż Sopotu. Mamy rannych. Mimo to nastroje wyraźnie poprawiają się. Coś się dzieje.  

Sobota, 24 czerwca, godz. 24
Ostatnia odprawa. Nowy cios. W czasie szybkiego marszu zgubił się oddział „Woyny” i część oddziału „Rysia”. Nakryci peleryną „Miecza” wpatrujemy się w sztabówkę. Wyczerpana bateryjka rzuca nikłe światło na mapę. Raz jeszcze wyjaśniam plan przebijania się pod Osuchami.

25 czerwca, godz. 0.30 
Jesteśmy na miejscu. W tym momencie na wschód od nas strzały. Walka. Nasilenie ognia wzrasta. „Topola”, „Woyna”, może oba oddziały razem... Sytuacja się komplikuje. Nie ma czasu na stracenie. Wysyłam partol z „Krukiem” na rozpoznanie. Chodzi o stwierdzenie, czy ubezpieczenia niemieckie są także po naszej stronie Sopotu. Rozwijam oddziały wzdłuż liziery lasu.  

Godz. 18 
Znowu przybywa kilku żołnierzy. Jest wśród nich taki, który przebijał się z „Woyną”. Twierdzi, że prawie wszyscy zginęli. Inny od „Corda” twierdzi, że na naszym prawym skrzydle także straty bardzo duże. Pomyślałem sobie, że ocalenie nie zawsze jest łaską."
Z dzienników Konrada Bartoszewskiego ps. "Wir"


Zgłębianie historii życia Władka nie jest proste. Ciągle marzę, aby przypadkowo odnalazło się jakieś Jego zdjęcie. Dostęp do materiałów jest bardzo ograniczony, dodatkowo jest to bardzo przykry etap w historii naszego kraju. Czytanie o tym, oglądanie nawet nielicznych fotografii, nie jest proste dla kogoś wrażliwego. Należy jednak pamiętać o bohaterach i nie dopuścić do tego, aby ich postaci rozpłynęły się wraz z upływającym czasem. 

***
Jeżeli post Ci się podobał, to będzie mi bardzo miło, gdy przekażesz go dalej. O nowych wpisach informuję zawsze na insta story na moim INSTAGRAMIE i na facebookowym FANPAGE'U. Zdarza mi się to także robić na moim prywatnym profilu, ale chcę z tego zrezygnować, żeby nie dublować treści. Jeśli nie chcesz przegapić informacji o nowym poście zapraszam na forestowe social media. Przypominam również o istnieniu grupy na Facebooku (Grupa Story Forest), na której chętnie pomogę Wam rozwiązywać Wasze zagadki. 

You May Also Like

0 komentarze