Dziadek Edward był lotnikiem?! Nowe fakty dotyczące wypadku

by - 2/17/2020

Kolejny mail od Pana Jerzego nieźle namieszał. Zawsze sądziłam, że w całej rodzinie nikt nie miał nic wspólnego z lotnictwem, że tylko u mnie uaktywniła się dziwna miłość do samolotów.  Jak bardzo się myliłam! Dodatkowo kolejne porządki w domowym archiwum dostarczyły mi wiadomości o wojskowej karierze dziadka - znalazłam jego książeczkę wojskową z 1966 roku. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że służył w 41 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego!


Dziadek Edward w wojsku, drugi od prawej na dole

Po ostatnim mailu, o którym pisałam w poprzednim wpisie, wyjątkowo niecierpliwie czekałam na odpowiedź od Pana Jerzego, który stał się dla mnie bezpośrednim świadkiem wydarzeń, w których uczestniczył mój dziadek, a także jak się okazało Jego kolegą z wojska! Przez cały weekend trawiłam treść tej wiadomości, ponieważ bardzo dobitnie zdałam sobie sprawę, w jak różniącym się od dzisiejszego ustroju żył mój dziadek. 

Dziadek Edward Smoła - górny rząd, 3 od lewej

Pan Jerzy był z Dziadkiem w jednej kompanii, jak sam mówi "trudno, aby w czasie służby się nie znać, każdy znał każdego". Współpracowali razem pod względem zabezpieczenia lotów. W swoim poprzednim mailu pytałam Pana Jerzego, czy ma jakieś pamiątkowe zdjęcia z wojska, na których jest razem z dziadkiem. Odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła. 
"Niestety nie mam żadnych zdjęć z tamtego okresu bo ze względu tajemnicy było to zakazane. Przypuszczam, że zdjęcia katastrofy również zostały utajnione, dlatego żadna prasa o tym nie pisała. Nie tylko w tym przypadku, ale w wielu innych. Komuna." Dopiero teraz cenzura, o której kiedyś opowiadali rodzice zaczęła przybierać realny kształt, w której bezpośredni udział brali moi bliscy. Smutne. 

Dzięki uprzejmości Pana Arkadiusza zdjęcie katastrofy doczekało się rekonstrukcji

Dostałam pełny opis jak doszło do wypadku. Było to dla mnie bardzo mocne i wzruszające przeżycie.
"Otóż raz w tygodniu dochodziło do wymiany żołnierzy na punktach pełnionej służby. Np. radiostacje, radary itp. Żołnierzy dowożono samochodem marki Lublin i po podmianie zwożono do koszar. Tak było również w tym tragicznym dniu. Ja w tym czasie byłem w gościach u moich teściów, którzy mieszkali w Parkanach około 400 metrów od miejsca katastrofy. Po otrzymaniu sygnału o katastrofie, natychmiast się tam udałem, mobilizując ludzi do pomocy oraz rowerem udałem się do Klecia, aby poinformować oficera dyżurnego Pułku oraz sprowadzić pomoc w postaci karetek. Jeden żołnierz zginął, około 14 było ciężko rannych oraz w szoku. Niestety, jako świadka nie dopuszczono mnie do składania zeznań. Była głęboka komuna, okres Gomułki i Spychalskiego, a wojsko miało być krystaliczne. Wkrótce po tym fakcie wysłano mnie na poligon, aby odciąć mnie od tego zdarzenia. Gdy wróciłem, wszystko już było pozamiatane. Nikt już o tym fakcie nie wspominał. Odwiedziłem Pani Dziadka kilka razy w szpitalu. Bardzo cierpiał, był praktycznie cały podwieszony na wyciągu i nawet małe dotknięcie powodowało ogromny ból."

Pan Jerzy, 77 letni mężczyzna, stał się moim serdecznym przyjacielem, który znał tego 22 letniego chłopaka, był Jego kolegą z wojska, odwiedzał Go w szpitalu i prawdopodobnie uratował mu życie. Dzięki Niemu ten młodzieniec mógł zostać 3 lata później ojcem po raz pierwszy, a 27 lat później moim dziadkiem. Dziękuję! 
                                                                            ***

Jeżeli post Ci się podobał, to będzie mi bardzo miło, gdy przekażesz go dalej. O nowych wpisach informuję zawsze na insta story na moim INSTAGRAMIE i na facebookowym FANPAGE'U. Zdarza mi się to także robić na moim prywatnym profilu, ale chcę z tego zrezygnować, żeby nie dublować treści. Jeśli nie chcesz przegapić informacji o nowym poście zapraszam na forestowe social media. Przypominam również o istnieniu grupy na Facebooku (Grupa Story Forest), na której chętnie pomogę Wam rozwiązywać Wasze zagadki. 




You May Also Like

0 komentarze